Menu Zamknij

Podcast „Powieść w lato” – odcinek 2 oraz odcinek 3

Wyobraź sobie początkującą podcasterkę, która w ciągu dnia ma bardzo mało czasu wolnego, a jednak chce regularnie tworzyć swoją audycję. To oczywiście ja. Dlatego gdy nadchodzi wieczór, szukam chwili spokoju i ciszy, by móc usiąść z mikrofonem stojącym przede mną. Ostatni głębszy wdech i zaczyna się. Chwilę później przerwa, a po kolejnym głębszym wdechu i wydechu, wszystko od nowa. Nagrywanie podcastu staje się powoli rodzajem rytuału. Zaczynam w tym nabierać pewnej wprawy, coraz więcej mam też pewności w sekwencji zadań do wykonania. Gdzieś tam na horyzoncie majaczy mi się wizja dnia, gdy przy odsłuchaniu okaże się, że nie muszę praktycznie nic poprawiać, a całość może szybko trafić do słuchaczy. Niestety, do tego momentu wciąż mi jeszcze daleko, za to z każdą chwilą odkrywam nowe sposoby, jak sobie jeszcze utrudnić życie podcasterki.

Co z tym podcastem?

Nagrywam go, naprawdę! Odcinki mam na dysku na bieżąco, ale koszmarnie długo zajmuje mi ich obróbka, bo do tego potrzebuję też chwili spokoju. Dłuższej chwili. Nie mam pojęcia, ile zajmuje to fachowcom, zapewne znacznie krócej. U mnie przygotowanie piętnastominutowego odcinka to jakaś godzina pracy nad nim – samego odsłuchiwania, usuwania głupich komentarzy czy momentów, gdy język mi się plącze. Albo rozprasza mnie włączenie się lodówki za plecami.

Później umieszczam odcinek na moim profilu na serwisie Spreaker, co akurat nie zajmuje zbyt dużo czasu i w zasadzie można już słuchać. Jednak wypadałoby dać znać o tym światu. No i znowu potrzebuję chwili, by napisać post na blogu oraz na Instagramie. Zapewne byłoby mi prościej, gdybym wrzucała nowe odcinki regularnie w poniedziałek z samego rana i gdzieś tam będę do tego dążyć, jednak na ten moment nie za bardzo mi wychodzi. Kolejna rzecz, której nie uwzględniłam od razu w temacie podcastowania. Jeśli zatem planujesz tworzyć swoją własną audycję, zaplanuj to sobie lepiej niż ja. Ucz się na moich błędach, ja to ciągle robię i mimo trudności nie zamierzam się poddać.

Aż dwa odcicnki?

Nie umieściłam ich w internecie jednocześnie. Odcinek drugi znalazł się na serwerze już jakiś czas temu. Po prostu nie miałam możliwości napisać wcześniej postu, więc robię to w formie skondensowanej. Chcę króciutko zapowiedzieć, czego możesz się spodziewać.

W odcinku drugim może Cię zaciekawić moje spojrzenie na pracę z pomysłem na książkę. Był on jeszcze zbyt świeży, by zanurzyć się w nim calkowicie, ale powoli zachęcał do pojawiania się pierwsze postacie. Bo musisz wiedzieć, że ja niezwykle rzadko wymyślam sobie bohaterów. Nie sklejam ich z własnych wyobrażeń tego, co ma się pojawić w książce, lecz po prostu czekam na uformowanie się ich, wyłonienie z siedzącego w mojej głowie pomysłu.

Odcinek trzeci ma w temacie research. W samej treści jest go trochę mniej, choć i tak starałam się omówić nieco tę tematykę. Przy okazji ujawniam, na co nie mam kompletnie czasu oraz do czego może posłużyć internet. Oprócz tego przedstawiam swój pierwotny plan pracy nad powieścią w lato, który musiał już ulec pewnej modyfikacji, ale wcale mnie to aż tak nie martwi. Pisanie w trzynaście tygodni jest dla mnie nie tylko wyzwaniem, lecz również sprawdzeniem, jak pewne moje założenia sprawdzają się w dość wymagających okolicznościach. Weryfikowanie ich zaowocuje dobrymi materiałami, którymi będę chciała się z Tobą podzielić na koniec.

I tyle. Nie chcę przedłużać wpisu, bo czeka mnie potwonie ciężka obróbka odcinka czwartego (jak się myli kluczowe pojęcie po angielsku i używa zupełnie abstrakcyjnego słowa, to potem ma się za swoje…) oraz mam nadzieję, że znacznie prostsza kolejnych. A przecież jeszcze mam pracować nad powieścią! Mam jednak niezmiennie nadzieję, że będziesz mi towarzyszyć przez cały ten czas i zapraszam do słuchania oraz… pisania.

Niech Wena będzie z Tobą!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *