Skąd czas na pisanie, gdy czasu brak?

Ostatnie miesiące cierpię na kosmiczny wręcz brak czasu. Jeśli kiedykolwiek wcześniej na to narzekałam... o, jaka głupia byłam! Jak nie doceniałam tego, co posiadam! Jak marnowałam dziesiątki minut, nawet tego nie zauważając! Widzę to tak doskonale dzisiaj, gdy siedzę cały dzień w domu i teoretycznie nic nie robię. Ot, zajmuję się dzieckiem. I próbuję wykroić sobie z doby choć chwilę na to, by napisać kawałek tekstu, a w przypływie szaleństwa nawet nowy wpis na blog.

Dawno dawno temu rozpisałam sobie swój idealny dzień, gdzie mam czas na rodzinę, kształcenie siebie, prowadzenie biznesu, hobby, sport, relaks, sen, ale przede wszystkim na pisanie. Po podliczeniu wyszło mi, że doba powinna mieć sporo ponad trzydzieści godzin. Spróbowałam zmieścić się w standardowych dwudziestu czterech. Tu zrezygnowałam z czegoś, tam przycięłam... wreszcie się udało. Ale nadal - był to dzień całkowicie wyobrażony. Dzień, który z rzeczywistością nie ma wiele wspólnego. Rzeczywistość bowiem zarzuca mnie tyloma sprawami, że doba naprawdę powinna być dużo dużo dłuższa, abym spokojnie ze wszystkim zdążyła. Nauczyłam się zatem rezygnować z niektórych spraw, gdy naprawdę mogą poczekać lub gdy mimo najszczerszych chęci po prostu nie ma szans, by je w danym momencie realizować. Jest jednak jedna rzecz, którą uparcie staram się wcisnąć pomiędzy inne - pisanie.

Żywot pisarza-amatora


Taka sprawa: są na tym świecie osoby, które zarabiają na pisaniu. Ba, żyją nawet takie w Polsce! Te osoby mogą pozwolić sobie na to, by w ciągu dnia usiąść nawet na kilka godzin i tworzyć. Zakładam jednak, że nie zajrzą one do tej notki. Dlatego moje słowa są przeznaczone raczej dla kogoś, kto ich potrzebuje.
I nie, nie będzie tu złotych rad dla każdego. Bo takich rad po prostu nie ma. Są jednak inspiracje, z których można czerpać, i mam nadzieję, że ten wpis będzie ich źródłem.

Kim jest pisarz-amator? Najprościej rzecz ujmując to ktoś, dla kogo pisanie nie jest głównym zajęciem zarobkowym. Inaczej mówiąc, osoba taka w ciągu dnia ma mnóstwo innych spraw na głowie, przy czym zwykle obejmują one szkołę bądź pracę przynajmniej na część etatu lub opiekę nad dziećmi. Każdego wieczoru ma szansę usiąść do komputera i wystukać kilka słów na klawiaturze, oczywiście pod warunkiem, że nie ma innych pozycji na osobistej liście "do zrobienia". A to akurat wcale nie jest takie oczywiste.
Jeśli jesteś w podobnej sytuacji, możemy sobie podać rękę. Być może udaje Ci się mimo wszelkich przeciwności napisać choć po kilkanaście zdań dziennie. Myślisz, że to mało? Uwierz, są tacy, dla których nawet to jest marzeniem. Chcesz pisać więcej? Któż by z nas nie chciał. W takim razie poszukajmy na to sposobu.

Organizacja pracy kluczem do sukcesu


Nie będę nawet próbowała wcielać się w rolę specjalistki od organizacji czasu i planowania, bo nią nie jestem. Istnieje ktoś o niebo lepszy w tym temacie - Ola Budzyńska, czyli Pani Swojego Czasu. Ostatnio mam okazję czytać jej ebook dotyczący właśnie tego zagadnienia i choć z jednej strony przeraża mnie, ile błędów popełniam, to z drugiej widzę, że kilka rzeczy sama odkryłam. I całe szczęście, bo jakoś tak łatwiej mi się teraz z Tobą tym podzielić, bez poczucia, że uprawiam jakiś plagiat.
Przy czym jeśli masz okazję, przeczytaj książkę Oli. Albo choć wejdź na jej blog i rozejrzyj się tam. Może znajdziesz coś dla siebie.

Tymczasem zaś wróćmy do tematu pisania. Na samym początku zastanów się nad tym, czym ono dla Ciebie jest? Od tego wiele zależy. Inaczej podejdziesz do sprawy, jeśli chcesz się tym zajmować na poważnie i w maksymalnie dużym wymiarze godzin, inaczej jeśli jest to swoiste hobby, jeszcze inaczej, gdy to czysty relaks. Gdy określisz miejsce pisania w swoim życiu, łatwiej Ci będzie umieścić je na właściwym miejscu na liście priorytetów. Dodatkowo będziesz też wiedzieć, czy podobne czynności (praca, hobby, relaks) nie są tymi, z których możesz uszczknąć odrobinę czasu, by przeznaczyć je na swoją twórczość. Nie namawiam oczywiście do rzucania szkoły czy etatu, by pisać, ale będę szczera: jeśli na przykład pracujesz i studiujesz, a do tego masz zamiar zostać zawodowym pisarzem, szanse na to są małe.

Wyobrażam to sobie tak, że większość osób marzących o książce wypełnia tym marzeniem każdą wolną chwilę... a ta wcale nie jest taka częsta. Jeśli tak wygląda to u Ciebie, to łatwo zrozumiesz moją strategię, którą wypracowałam sobie metodą prób i błędów. Kiedyś bowiem starałam się znaleźć przynajmniej godzinkę dziennie, by usiąść na cztery litery i przez sześćdziesiąt minut stukać w klawisze. Później jednak zrozumiałam swój błąd i teraz zamiast całej godziny szukam raczej czterech kwadransów. Niby to samo, a jednak inaczej, ponieważ czasem nie ma się całej godziny, ale piętnaście minut jakoś się wykroi.
Drugą rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę jest zaplanowanie pisania - w sensie jako czynności. Wyznacz sobie przynajmniej jeden konkretny moment w ciągu dnia, gdy usiądziesz do tego. Jeśli uda się więcej, to świetnie. Ale jeden moment to absolutne minimum. Zdecyduj, kiedy on nastąpi. Rano po śniadaniu? Wieczorem przed ulubionym serialem? To przecież zaledwie kwadrans, na pewno dasz radę go gdzieś zaplanować. A jeśli chcesz być super efektywną osobą, celuj w okolice własnej zwyżki energetycznej. Choć jeśli się nie uda w nią trafić, to nie ma dramatu. Zresztą dni i tak mają to do siebie, że są zmienne. Dziś napiszesz w kwadrans ledwie sto słów, jutro trzysta, a potem przypałętają się kolejne kwadranse, które Wena za rączkę przyprowadzi do Ciebie i każe im współpracować.

Ale jak napisać całą książkę?


Po kawałku. Rozbierz ją na rozdziały, a te z kolei na sceny. Jeśli sceny są rozbudowane, podziel je na dodatkowe fragmenty. I właśnie te małe kawałki będą tym, co dasz radę napisać w kwadrans. To naprawdę sporo czasu, jeśli się skoncentrujesz na jednej czynności (pisaniu) - może zaowocować przynajmniej kilkoma bardzo dobrymi zdaniami. Tylko nie pozwól się rozpraszać. Przez piętnaście minut możesz odpuścić sobie social media czy inne rzeczy. Nawet ewentualne dzieci powinny dać radę dać Ci tyle spokoju.
Masz więcej czasu i tak zwany "flow"? Świetnie, to po jednym kwadransie dołóż po prostu kolejny. Możesz też zrobić sobie króciutką przerwę, lecz jeśli już piszesz i masz taką możliwość, nie odrywaj się od tego na długo. Ryzykujesz bowiem zgubieniem płynności. Można powiedzieć, że opuści Cię natchnienie.

Być może widzisz tu teraz podobieństwo do metody Pomodoro. Nie będę zaprzeczać, choć wyznam szczerze, że... ona się u mnie nie sprawdza. Po pierwsze pół godziny, czy nawet precyzyjniej dwadzieścia pięć minut, jest często znaleźć trudniej niż kwadrans. Po drugie ja osobiście mam problem z intensywnym skupianiem się zbyt długo i zaczynam co chwila zerkać na zegarek. Być może tylko oszukuję swój mózg działając kwadransami, ale działa. Pomodoro działać nie chciało.

Gdzie znaleźć te kwadranse?


Pomińmy tak oczywiste rady jak "wstań wcześniej". Nie szukaj czasu kosztem snu (chyba że naprawdę dużo śpisz i możesz na to sobie pozwolić). Twój organizm naprawdę potrzebuje się wyspać i uszanuj to. Co nie znaczy, że nie można poszukać czasu na pisanie w ciągu dnia.
Przede wszystkim noś przy sobie notes oraz ewentualnie telefon. Pamiętaj, że tworzenie nie zawsze sprowadza się wyłącznie do faktycznego pisania. Być może rzeczywiście masz mało czasu na to, aby usiąść i stukać w klawiaturę, ale z pewnością możesz sobie pozwolić na rozmyślania, co zrobi bohater lub też jak zareaguje jego ukochana. Układaj to sobie w głowie, choć rób to nadal kawałkami i ograniczaj się do jednego-dwóch najbliższych. Inne pomysły zapisuj na przykład w jakimś specjalnym zeszycie. Im więcej masz w głowie, tym trudniej wybrać.

W dobie elektronicznych gadżetów, korzystaj z ich przydanych funkcji. Spróbuj, czy nie dasz rady popisać na telefonie - skopiowanie tego będzie szybkie, a może dzięki temu spożytkujesz minuty, gdy autobus stoi w korku. Notuj pomysły. Zapisuj szkice scen, które potem rozwiniesz. Najwyżej będziesz na bieżąco je redagować w trakcie pisania. To też metoda. Nie ma nic gorszego niż wyszarpać trochę czasu dla siebie i... siedzieć, patrząc na ścianę z pustką w głowie.


Ten post miał wyglądać inaczej. Jakoś profesjonalnej i w ogóle... ale wtedy trzeba by na niego czekać pewnie jeszcze z miesiąc lub dłużej. Tak trudno było mi ująć wszystko. Dlatego umówmy się - tematu nie zakończyłam i jeszcze będę do niego wracać. A Ty wybaczysz mi brak lekkości wypowiedzi i wrócisz do mnie jeszcze. A może w komentarzu napiszesz, jak Ty znajdujesz chwilę na pisanie?

Niech Wena będzie z Tobą!

Komentarze

  1. Osobiście nawet nie czas jest u mnie problemem, co raczej kombo czas + wena. Coraz częściej jednak okazuje się, że brak weny jest tylko teoretyczny, bo jak już usiądę, to coś napiszę - lepsze, gorsze, ale to nadal kilka zdań do przodu, nawet jeśli dowiem się tylko jak scena ma NIE wyglądać.
    Szkoda tylko, że nadal ciężko się zmusić by usiąść.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja czas na pisanie w czasie NaNo, znajduje dzięki rezygnacji z najbardziej niepotrzebnej czynności w moim życiu - pisania magisterki.

    Nie, to wcale nie jest tak, że powinnam zrezygnować z przesiadywania na Fb/Yt, kiedy chcę pisać. To ta magisterka wszystko psuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że jest dokładnie tak, jak twierdzisz ;)
      Priorytety i tyle ^^"
      (ale serio, od pierwszego grudnia bierz się za magisterkę)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Polcon 2018

Pyrkon 2018 - minęło, ale jak było?