Pisarski Promptober 2018, czyli jak znaleźć radość z codziennego pisania


Czy znasz może ten stan, gdy pisanie z kimś, choćby na grze online, sprawia Ci mnóstwo frajdy, a słowa płyną same? Mowa o pisaniu bez ustalonego wcześniej wielkiego planu - w kontraście do tego kiedy przychodzi czas na własny tekst, tworzenie go przychodzi z trudem? Ja tak często mam i wcale nie ułatwia mi to zostania autorką bestsellerów. No niestety.

Dosłownie kilka dni temu zaczęłyśmy się ze znajomą zwaną Żmijem zastanawiać nad tym zjawiskiem. Doszłyśmy do wniosku, że wszystko (lub przynajmniej całkiem sporo) kryje się w zaskoczeniu. Gdy nadchodzi odpowiedź od innej osoby, nie mamy pojęcia, o czym za moment przeczytamy. Czy ktoś właśnie zginął w tekście? Czy może pojawił się ktoś nowy? Układ sił się zmienił po jednym wydarzeniu? I nagle trzeba szybko weryfikować własne plany, dostosować się, być elastycznym. Dla niektórych może się to wydawać przerażające, dla mnie to właśnie element świetnej zabawy. Trochę jak w RPG, gdy Mistrz Gry zawsze może napuścić na nas zbójców, których nikt się nie spodziewał. 

A we własnym tekście?

We własnym tekście mniej lub bardziej wie się, do czego wszystko zmierza. Nawet gdy ktoś pisze bez planu, to gdzieś tam w jego głowie czai się koncepcja. Trudno zaskoczyć samego siebie - choć tu muszę przyznać, że kilkakrotnie mi się to udało podczas NaNoWriMo, ale listopad rządzi się własnymi prawami. W każdym razie na tym etapie pojawia się problem. I o ile czasem da się go z łatwością przezwyciężyć, jako że pomysł na tekst jest zarąbisty i po prostu klękajcie narody, to jednak czasem coś zgrzyta, trybiki nie chodzą tak dobrze, jak by mogły i po prostu przestaje się chcieć. Najgorzej, jeśli owo niechcenie przekłada się i na inne projekty. Bo przecież może ta książka już się dłużyć, ale był taki świetny pomysł na opowiadanie, tylko właściwie tam też już wiadomo co i jak, no i...
No i właśnie.
Jeśli nie znasz tego problemu, szczerze Ci zazdroszczę. Może jesteś bardzo wyrobionym pisarzem, nie potrzebującym "funu", bo to Twoja praca. Może jesteś pisarką-planistką, która po prostu odhacza kolejne sceny, z łatwością zmierzając ku wielkiemu finałowi. Ale może u Ciebie też się zdarza taki gorszy moment, gdy masz ochotę pie...ekhm... rzucić wszystko w cholerę, bo ileż można siedzieć nad tą klawiaturą. Albo właśnie uświadamiasz sobie, że z powodu braku radości w tworzeniu, nie robisz już tego od dobrych kilku tygodni. 

Co by tu zrobić?

Przecież teraz nie będę się logować do gry, by znaleźć kogoś do wspólnego pisania, które będzie absolutnie niepublikowalne, nawet jak się przy tym będziemy świetnie bawić. Ja bym chciała jednak tę odrobinę posiadanego wolnego czasu w ciągu dnia przeznaczyć na tekst, który po późniejszej redakcji ma choć małe szanse ukazania się drukiem, a w najgorszym przypadku który będę mogła pokazać światu na mojej stronie. W dodatku zbliża się listopad, mam już nawet pomysł na powieść i będę mierzyła się z nią sama. Wypadałoby zatem wrócić do codziennego pisania i wykrzesać z siebie te tony entuzjazmu. 
Innymi słowy, trzeba zhakować system.
Wymyślenie sposobu na zrobienie tego zajęło nam (czyli Żmijowi i mnie) dosłownie minutę. Wiedziałyśmy, że chcemy być zaskakiwane, postawione przed wyzwaniami w pisaniu. I że jesteśmy w stanie poświęcić miesiąc na to, aby być spontanicznymi, nie zwracać uwagi na strukturę, punkty kulminacyjne i tym podobne rzeczy. Chciałyśmy poczuć znowu ten "fun", a może przy okazji wyjdzie coś zacnego. I tak narodziła się idea pisarskiego Promptobera.
"Prompt" to po angielsku "podpowiedź". Chodzi o to, by na etapie braku pomysłów lub blokady pisarskiej musieć napisać coś, czego owa podpowiedź dotyczy. Z moich obserwacji (choć nie zgłębiałam tematu za bardzo) otrzymanego prompta należy wykorzystać jak najszybiej, najlepiej danego dnia. Inaczej mówiąc - trzeba kopnąć swój mózg i uśmiechnąć się do natchnienia, by jakoś sensownie wpleść podpowiedź do tekstu. A potrafią one, te prompty, być bardzo zaskakujące. 

Promptober 2018

Nie zastanawiałyśmy się długo, tylko ustaliłyśmy zasady. Każda miała przygotować dla drugiej około 50 promptów, do losowania przez cały październik (kilka zostanie, wiemy, robimy to świadomie). Codziennie jedna podpowiedź do umieszczenia w tekście. Nie mamy szczególnych ograniczeń, choć mniej więcej znamy swoje settingi. Po wszystkim przyjrzymy się uważnie, jak było. Czy chciało nam się pisać bardziej, czy robiłyśmy to regularnie, które prompty sprawiły nam najwięcej radochy, a które trudności. Bo jeśli się powiedzie, to chyba zrobimy sobie z tego akcję cykliczną, w sam raz na przygotowanie do NaNo. Albo na przypomnienie sobie, że codzienne pisanie nie musi by nudne czy mozolne.
Ach, jeszcze coś. Jeśli z jakichś powodów nie wyjdzie nam pisanie codziennie, to też nic się nie stanie. Choć będziemy ze wszystkich sił próbować, przynajmniej po jednym zdaniu. Jednakże początek października nie był dla nas łaskawy ;) I co z tego? Nie odpuszczamy!

Przyłączysz się?

Być może już wiesz, być może jeszcze nie, ale mam od niedawna konto na Instagramie. Tam właśnie planuję codziennie (od dzisiaj) odczytywać prompt na dany dzień. I nawet go pokażę, o. Wszystko w InstaStory. Postaram się robić to przed południem, choć dziś będzie trochę później i ja to już wiem, niestety. Jak wspominałam, początek października nie był do końca łaskawy, ale trudno.
Jeśli chcesz spróbować pisać spontanicznie razem ze mną, to zachęcam z całego serca. Możesz zacząć w dowolnym momencie. Na koniec października umieszczę zdjęcia ze wszystkimi promptami, więc zawsze możesz korzystać wtedy z początku mojej listy. Wystarczy że wymyślisz sobie postać, osadzisz ją w jakimś świecie i zaczniesz eksplorować możliwości własnej wyobraźni. A jeśli chcesz się pochwalić, to umówmy się na hasztag #pisarskipromptober. Będę go szukać każdego październikowego wieczoru na Instagramie i Facebooku. To jak? Daj znać w komentarzu :)

Niech Wena będzie z Tobą!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Skąd czas na pisanie, gdy czasu brak?

Polcon 2018

Pyrkon 2018 - minęło, ale jak było?