Polcon 2018

Toruń 12-15 lipca 2018. Tegoroczny Polcon zawitał właśnie tutaj, zawitałam więc i ja. Poniżej kilka fragmentów pisanych, gdy dopadłam klawiatury. Stąd użyte różne czasy, choć POV niezmiennie moje ;)
Przepraszam również za niedociągnięcia stylistyczne, ale chcę jak najszybciej zamieścić ten wpis. Swoją drogą, następny będzie już merytoryczny, a nie pokonwentowy ^^

Pogoda na początku nie rozpieszcza. Pada, czasem grzmi, wczoraj ulice przypominały małe jeziora, a wystające z nich źdźbła trawy kojarzyły się raczej z jakimiś szuwarami. W skrytości ducha liczę jeszcze na poprawę aury, szczególnie w momentach, gdy będzie trzeba przejść z budynku do budynku.
A właśnie - lokalizacja. Jestem marrrudem, więc napiszę wprost: nie podoba mi się za bardzo. Budynki UMK położone najdalej jak się da (serio! tam już nawet tramwaj zawraca). Zdecydowanie lepiej wspominam i będę wspominać ubiegłoroczny Copernicon, gdy życie toczyło się w centrum. Przyznaję, nocleg w akademikach jest blisko konwentu, jednakże mam wrażenie, że dość sporo osób nocuje na Starówce. Powody są różne zapewne u każdego, u nas to kwestie rodzinne. Nasz wybór, to prawda, ale w ten oto sposób mamy fajny nocleg w centrum kosztem dojazdu z przesiadką. Czy żałuję? Chyba nie, bo już powoli wyrastam z chodzenia na wszystkie możliwe punkty programu. Przeraża mnie jedynie to, że jutro w ciągu godziny między panelami, będę musiała pojechać do hotelu, a potem wrócić. Wszystko wyliczone niemal co do minuty. Ale muszę dać radę!

(...)

Piątek to moje pierwsze dwa panele, które moderowałam. Nie tylko pierwsze na tym konkretnym Polconie, ale pierwsze w życiu. Najpierw było "Przedstawienie chorób i zaburzeń psychicznych w popkulturze", którego o mały włos bym nie poprowadziła, bo w zamieszaniu były dwie moderatorki. Dlatego jestem bardzo wdzięczna Karolinie Fedyk, że jednak zgodziła się dzielić swoją wiedzą jako panelistka, zostawiając mi rolę tego-małego-żuczka-od-stawiania-pytań.
Swoja drogą panel był chyba udany i to mimo zepsutej klimatyzacji (choć dopiero wachlowanie się uczyniło temperaturę znośną). Mnie podobało się szalenie, a słuchanie Karoliny, Małgosi Litwin i Asi Kotek to była czysta przyjemność. Przy czym będę chciała się nią podzielić, ponieważ za zgodą dziewczyn nagrałam wszystko, więc jak tylko znajdę moment na przesłuchanie pliku, czy się nadaje, oraz ewentualne wyczyszczenie tła, to udostępnię.
Tylko wiesz, ten moment może chwilkę potrwać.
Z panelu mknęłam nakarmić Księcia, potem zaś powrót na teren konwentu, bo o godzinie dwudziestej kolejny panel, tym razem o "Przekonujących złoczyńcach". Nadmienię, że spotkałam przed nim zmęczonego Piotra W. Cholewę, który zapytał, czy można trochę krócej niż te niemal dwie godziny. I go rozumiałam, sama byłam zmęczona. Rozważałam skrócenie, by mnie paneliści nie znielubili. Ale potem gdy zaczęła się dyskusja, to wszyscy się ożywili. A może to efekt czekolady wręczonej przeze mnie Michałowi Cholewie (bycie fanką zobowiązuje ^^), którą się podzielił z pozostałymi? I znów, słuchanie tej dwójki, Asi Kotek oraz Piotra "Kuli" Milewskiego to była sama przyjemność. A przy okazji udało się ustalić, że przekonujący złoczyńca ma stylówę, zwykle w postaci czarnego płaszcza, lecz czasem garniturów w kratkę.

(...)

W sobotę miałam o 10:00 być na masowym głosowanie na Nagrodę Zajdla, lecz tramwaj uciekł i byłam chwilę później. Ale zagłosowałam i potem przyłączyłam się do grupy z Zewu Zajdla, by porozmawiać o wszystkim i o niczym, a zwłaszcza o tym, w którym miejscu zaczynają się Czechy. Swoją drogą ZZ to jest dopiero świetna akcja. Kiwaczek, który ją wymyślił, opowiadał zresztą o Zewie na prelekcji o 11:00, na którą oczywiście poszłam. I nie żałuję. Tym bardziej, że dostałam paczkę sucharów wojskowych, o!
Później miałam swoje panele. To znaczy moderowałam "Bohatera na kozetce", gdzie Marta Krajewska i Ania Kańtoch opowiadały o tworzeniu postaci, zaś Asia Kotek o analizowaniu bohaterów okiem psychologa (robi to na swoim blogu, warto tam zajrzeć). Później to ja byłam uczestnikiem panelu o NaNoWriMo. Mimo lekkiego chaosu, co można tłumaczyć ilością uczestniczek, chyba udało nam się przekazać nieco entuzjazmu. Mam nadzieję, że wahające się osoby wezmą udział w tegorocznym NaNo.
Po obu panelach wracałam do rodziny - trzeba było w końcu pójść na pyszne pierogi! A impreza pozajdlowa miała się odbyć wieczorem.

(...)

Właśnie wróciłam z lokalu konwentowego, gdzie spędziliśmy ostatnie cztery godziny w przemiłym towarzystwie. Trochę zdarte gardło przypomina o tym, że było tam mnóstwo osób i nawet rozmowa przy stole, zwłaszcza w gronie kilkunastu polkonowiczów, może wymagać odrobiny wysiłku. Ale warto było. Są plany pokera w Las Vegas, namawianie na prelekcję naukową dla laików oraz listy filmów do obejrzenia. Są również wspomnienia, które skrupulatnie można schować w pamięci. Oraz drobna zachęta do pisania - dla mnie bardzo ważna.
Te kilka godzin udowodniło mi coś, co już wiedziałam: że w Śląskim Klubie Fantastyki są naprawdę cudowni ludzie, z którymi spędza się wspaniale czas i jedynie żal, że mieszkają na drugim końcu Polski.
Na marginesie w kategorii książki Zajdla otrzymał "Różaniec" Rafała Kosika, zaś wśród opowiadań wygrała "Szaławiła" Marty Kisiel. Gratuluję, a dla Przemka Zańko mam tylko jedno zdanie komentarza: "do trzech razy sztuka!".

(...)

Ostatni dzień i ostatnie dwa panele. Na pierwszym szok. Jedna osoba chora (Lill - naprawdę wniosłabyś ciekawy głos do dyskusji), a kolejna sobie po prostu pojechała rano do domu. Informacja o tym dotarła do nas, kiedy do niej zadzwoniła osoba z organizacji. Hm. W związku z tym zostałyśmy we dwie z Aleksandrą "Avril" Mochocką i... chyba dałyśmy radę. Dwa punkty widzenia - kulturoznawcy oraz pisarza - okazały się być nie sprzeczne, lecz doskonale się uzupełniające. Dużo wiedzy zdobyłam, oj dużo. Warto było przyjść (zwłaszcza że chodziła klimatyzacja!) i posłuchać, co ciekawego mamy do powiedzenia w temacie "Świat, postać czy akcja? Co jest ważniejsze?". Może uda mi się uprosić Avril o jakiś post gościnny na blog?
Ostatni mój punkt programu to był panel "Promowanie fantastyki". Z czwórki gości dotarło dwóch, co było tylko nieco przykre, lecz już na pewno nie zaskakujące. Artur Olchowy oraz Kamil Śmiałkowski wspierani z widowni przez organizatora (nie jestem pewna, czy mogę pisać którego, ale wiele wie o fandomie ^^) rozprawiali o tym, jak to fantastyka promocji w zasadzie nie wymaga, bo świetnie daje sobie radę. Trzeba tylko częściej uświadamiać postronnych, że właśnie z nią mają do czynienia. Było głównie o konwentach, ale nie czułam się ani trochę znużona, a do tego czasem zadawałam pytania, mające dalej prowokować dyskusję. Jak wyszło, to oczywiście mogą ocenić jedynie słuchacze, jednak w moim odczuciu panel był zacny.

Na początku Polconu byłam do niego mocno sceptycznie nastawiona. Lokalizacja, kilka niedociągnięć organizacyjnych, duchota w salach, gdy nie działała klimatyzacja... Do tego pogoda, wprawdzie niezależna od organizatorów, ale troszkę krzyżująca moje plany. Jednak już po pierwszych panelach zaczęło być lepiej, potem było dobrze, zaś jeśli dodać do tego mnóstwo uśmiechniętych znajomych osób wokół, to czego chcieć więcej od konwentu? Cieszę się, że tam byłam i raz jeszcze dziękuję wszystkim, którzy sprawili, że weekend w Toruniu był naprawdę udany!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pyrkon 2018 - minęło, ale jak było?

Pyrkon 2018 - program już jest