Migawki - Walc #1

Kiedy zakładałam ten blog, pomyślałam sobie, że będzie to doskonałe miejsce na prezentowanie próbek mojej twórczości. Potem doszłam do wniosku, że chciałabym czasem poznać opinię różnych osób dotyczącą tego, czy warto poświęcać swój czas na daną powieść. Aż wreszcie dotarłam do momentu, gdy po prostu chcę pokazywać, nad czym pracuję. Takie migawki z mojego pisania.


Nie liczcie na jakieś fajerwerki. Nie wrzucę również całego rozdziału. Jeszcze nie. Rozdział wymaga mocnego przeredagowania, a ja chwilowo skupić się wolę na dokończeniu powieści, zaś redakcją zajmę się później. Ale taki okruch tekstu, jak ten poniżej, da się przełknąć nawet mimo braku redakcji. Mam nadzieję.

"Walc" to roboczy tytuł mojego romansu kryminalnego. I historycznego zarazem, bo akcja toczy się w Londynie w 1827 roku. Kiedy zaczynałam go pisać, chciałam popełnić ckliwe romansidło, o którym będę mogła zapomnieć. Takie do odhaczenia, byle napisać 50 tysięcy słów w miesiąc. Ale postaciom się to zupełnie nie spodobało, a "Walc", choć niedokończony, zaczął mieć potencjał na całkiem przyjemną powieść.

Prawdę mówiąc liczę na to, że pokazując cokolwiek na blogu, dam sobie mocnego kopniaka, który nie pozwoli mi się wycofać z jakimś głupim tłumaczeniem za tydzień czy dwa. Także pierwszy okruszek do posmakowania, zapraszam!

Nie musiał czekać długo. Z ciemności wyłoniła się dość drobna postać, w kapturze na głowie, więc nie mógł od razu jej rozpoznać bez podejścia bliżej. Kiedy postąpił dwa kroki, stając jej na drodze, zatrzymała się gwałtownie, spięta jak do ataku. 
- Zejdź mi z drogi, dobry człowieku - poprosiła, nawet nie próbując spojrzeć mu w twarz, a Marcusa znów uderzyło to, że zna ten głos. Gdyby tylko mniej w nim było złości i irytacji…
- Panna Darkstone? - zapytał, gdy nagle pojął, kogo ma przed sobą. 
Reakcja dziewczyny była natychmiastowa. Uniosła twarz do góry, rozpoznała go i cofnęła się pół kroku, a wszystko niemal w jednej sekundzie. Przez moment wydawało się nawet, że ucieknie, ale gdy Marcus zdążył o tym pomyśleć, panna Darkstone wyprostowała się z godnością.
- Zejdź mi z drogi - powtórzyła spokojnie.
- Przestałem być dobrym człowiekiem? - zakpił. - No i gdzie się podział „pan Wildthorn”?
- Nie jesteśmy w rezydencji jakiegoś arystokraty ani w teatralnej loży, więc proszę mi wybaczyć, że zapomniałam o tym ważnym dla pana zwrocie. - Zmrużyła oczy. - Panie Wildthorn - dodała po chwili, wyraźnie akcentując słowa. 
- No, no, bez takiej złośliwości, panno Darkstone. Powinna się pani cieszyć, że spotyka kogoś znajomego, błądząc po takiej okolicy. Przecież to mógł być bandyta.
- A nie jest? - spytała z wrednym uśmiechem.
- Wobec pani, panno Darkstone, jeszcze nie. Na pani szczęście.
- Zabrzmiało groźnie, panie Wildthorn. Skoro już pan mnie postraszył, może zejść mi z drogi? 
- Oczywiście. - Zrobił ruch, jakby chciał się odsunąć, ale nagle zamarł, spoglądając na nią z rozbawieniem w oczach. - Proszę jednak wpierw zaspokoić moją ciekawość. Co pani tutaj robi?
- Spaceruję - odpowiedziała, walcząc z przemożną chęcią wyminięcia mężczyzny i rzucenia się biegiem ku rzece. Przecież by jej nie gonił! Przynajmniej tak sądziła.
- O tej porze? I w tej okolicy? Co na to pani wujostwo?
- Nic nie wiedzą, to przecież logiczne. Gdyby wiedzieli, z pewnością by mi nie pozwolili pospacerować.
- Zatem uciekła pani z domu - wysnuł wniosek Marcus z ironicznym uśmieszkiem. - Zapewne miała pani do tego bardzo ważny powód.
- Jeśli bym rzeczywiście uciekła z domu, czego naturalnie nie zrobiłam, to tylko i wyłącznie mając bardzo ważny powód. 

Tyle na dzisiaj. A mój weekend szykuje się bardzo pracowity.
Jeśli chcesz zostawić jakikolwiek komentarz, będzie mi bardzo miło :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mayday - czyli mam pewną prośbę

Zew Zajdla 2017

Pyrkon 2018 - program już jest