Bullet journal dla piszących - 1. Tytułem wstępu

Na początku chciałabym coś wyznać. Otóż przez ostatnie dwa dni nie tylko nie miałam czasu (a być może i chęci) na zajęcie się czymkolwiek pożytecznym, lecz przede wszystkim kiedy już szczątki takiego czasu znalazłam, przychodziła do mnie moja Wena i mój Wen, spoglądali na mnie z lekkimi uśmieszkami i mówili, co mam sobie zanotować odnośnie pisanej właśnie powieści. I musiałam to notować, bo jakby mi uciekło, to bym chyba płakała z żalu. To dlatego dzisiejsza notka będzie dość krótka i rzeczywiście pisana jedynie tytułem wstępu. No ale gdzieś trzeba zacząć, czyż nie? A po Pyrkonie i mojej prelekcji na ten temat doszłam do wniosku, że cykl o BuJo jako narzędziu dla piszących powstać musi. Rzekłam.



Bullet journal (zwany pieszczotliwie BuJo) staje się coraz bardziej popularnym narzędziem do organizacji. To takie połączenie dziesiątek karteczek, list do zrobienia, kalendarza i kilku innych rzeczy. Z samą ideą zetknęłam się w zeszłym roku i wtedy to postanowiłam ostrożnie wypróbować, jak to właściwie działa. Zaopatrzona w zwykły zeszyt w sierpniu zeszłego roku rozpoczęłam swoją przygodę z BuJo... i wsiąkłam. Wykorzystywałam go niemal codziennie do planowania czasu i pracy, choć przyznam szczerze, że z początku nie szło mi idealnie. Ale szło. Miałam przy tym niesamowitą frajdę, co chyba tylko bardziej mnie zachęcało do dalszych prób.

Aby zrozumieć ideę BuJo najlepiej jest wejść na oficjalną stronę twórcy tego systemu i po prostu obejrzeć film instruktażowy. Wyjaśnione są w nim podstawowe części, które powinny się znaleźć w notatniku. I tu ważna uwaga: bullet journal jest analogowy. Czyli po prostu piszemy wszystko sami na papierze. Możemy to robić w wersji bardzo minimalistycznej, możemy ozdabiać bazgrołkami, a nawet elegancko kaligrafować. Najważniejsze jest to, że BuJo ma się dostosowywać do nas. Elastyczność to podstawa. Coś nie wyszło? I co z tego? Zawsze jest kolejna czysta kartka.

Mała dygresja. Twórcą systemu BuJo jest Ryder Carroll. Projektant z Nowego Jorku. Syn Jonathana Carrolla. Tego Jonathana Carrolla. Takiego pisarza, autora między innymi “Krainy Chichów”. Oczywiście nie skojarzyłam tego z początku, ale to nie pierwszy raz, gdy nie łączę syna z ojcem, choć noszą to samo nazwisko (ekhm… mam tu na myśli polskiego pisarza oraz polskiego tłumacza, których połączyłam dopiero po kilku miesiącach kminienia, że coś chyba znam nazwisko…).

Bardzo szybko okazało się, że w kwestii BuJo nie mogę iść na kompromisy. Zeszyt w kratkę jest wystarczający, ale nie powoduje, że chcę go codziennie otwierać z przyjemnością. Potrzebowałam czegoś eleganckiego, a że mam dosyć burżujski gust (znajomi wiedzą, o co chodzi - w skrócie: jest duże prawdopodobieństwo, że jeśli coś kupuję, czego cen nie widać, wybiorę oczywiście najdroższy egzemplarz), to postanowiłam skorzystać z rekomendowanego notatnika firmy Leuchtturm1917. Napisałam do Św. Mikołaja i pod choinką... czekał mój ssskarb. Zdecydowanie był to jeden z lepszych prezentów w tym roku, choć nie miałam pojęcia, jak bardzo.

Okazało się bowiem, że coraz częściej potrzebuję planować swoje pisanie. Odkąd podjęłam decyzję, że biorę się wreszcie za moje niedokończone projekty, odczuwam coraz większą ochotę, by robić to w sposób nieco bardziej zorganizowany. A BuJo pomaga mi w tym idealnie. Być może ma to związek z tym, że Rydel Carroll jest synem pisarza i może podświadomie zaprojektował wszystko tak, by dopasować się do osób piszących? Pewnie nie, ale jakie to by było idealne uzasadnienie tego, czemu twórcy powinni się interesować bullet journalem…

Poniżej znajdują się linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikniesz w taki link i dokonasz zakupu, dostanę kilka groszy, które przeznaczę na utrzymanie i rozwój mojego bloga. Jeśli się na to zdecydujesz, bardzo pięknie dziękuję!

Latarnia Mola - oficjalny przedstawiciel firmy Leuchtturm1917 w Polsce. Na ich stronie można znaleźć różne cuda, łącznie z oficjalnym notatnikiem do BuJo (takim z podręczną ściągą). Jest on jednak droższy, więc na początek polecam po prostu Notatnik Medium. Swoje i tak kosztuje, ale zapewniam, że warto. Są różne wersje liniatury, lecz zdecydowanie genialnie sprawdzają się kropki i to nie tylko u mnie. Praktyczne jak kratka, nie tak agresywne, po prostu mru.

Mój BuJo prowadzę w szmaragdowym notatniku. Oczywiście w kropki.

Uff, to tyle na dzisiaj. W kolejnych odcinkach tego cyklu będę pokazywać praktyczne wykorzystanie BuJo w moim wykonaniu. Na piękne rysunki nie liczcie. Na cudowną kaligrafię też nie. Będzie to, co u mnie działa, byście mogli brać garściami i korzystać. Bo nawet jeśli korzystacie już z tego systemu, to zawsze mogą się pojawić jakieś nowe pomysły i inspiracje.

A Ty masz swój bullet journal? Jak z niego korzystasz? Napisz o tym w komentarzach, jestem bardzo ciekawa!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pyrkon 2018 - minęło, ale jak było?

Pyrkon 2018 - program już jest

Polcon 2018