Baśń o Ognistym Kogucie

Dawno temu… naprawdę dawno, kiedy tak o tym myślę - pisałam bajki. Zwykle były one dość krótkie, ale zawsze starałam się, by niosły w sobie jakieś pozytywne przesłanie. Umieszczałam je na swoim blogu. To były czasy, gdy blogi były w dużej mierze pamiętnikami internetowymi albo twórczością pisaną w odcinkach. Człowiek był przeszczęśliwy, jeśli na bloga jakimś cudem trafił ktoś nieznajomy i zostawił komentarz. Dla tego jednego komentarza aż się chciało dalej pisać! Jednego, rozumiecie to? Takim jestem dinozaurem…


Pamiętam, że kiedyś pod jednym z postów pojawił się komentarz, którego autor podziękował mi za moje bajki. Napisał, że czyta je swojej córce na dobranoc. Siedziałam przed monitorem, wpatrywałam się w te dosłownie dwa zdania i na zmianę miałam ochotę skakać z radości oraz płakać ze wzruszenia. Po prostu wyobraziłam sobie tego tatusia przy łóżeczku swojego dziecka… ech, nawet teraz jakoś tak mnie ściska w gardle.

Pamiętam też, że bajki podobały się i jemu i córce. Tak twierdził, a ja uwierzyłam i byłam przeszczęśliwa. Bo zawsze chciałam tak je pisać. Zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. By każdy w nich coś dostrzegł. To trochę jak z “Małym Księciem”, którego w różnym wieku rozumie się inaczej. Nie jestem pewna, czy mogłabym nazwać to uniwersalizmem, ale coś takiego lubiłam tworzyć. Tylko nie wiem, czy nadal potrafię.

Ano właśnie. Bo postanowiłam napisać bajkę z okazji chińskiego Nowego Roku. Czuję się trochę zardzewiała i nie jestem pewna, czy mi wyjdzie, dlatego z góry proszę o wybaczenie. Jednak wiem, że to lubiłam. I że brakowało mi tego. Próbka poniżej jest bardzo bardzo krótka, ale taki był zamysł. Miała być wprawką. Może z czasem napiszę coś dłuższego na blogu...

Baśń o Ognistym Kogucie

Mały pisklak dreptał samotnie w popiele i szukał kogoś, kto się nim zaopiekuje. Wiatr dmuchał w delikatne piórka. W pobliżu gdakały kury, najbliższa rodzina malca. Słońce spoglądało z góry z uśmiechem, jakby wiedziało, co czeka kurczaczka. Leciutko go dotykało. Złociste piórka miały w sobie żar.
Czas płynął i malec rósł. Widział, że różni się od innych, nawet jeśli jest do nich podobny. Nikt nie miał takich piór jak on. Tak ciepłych i lśniących. Jednak sprawiały mu one też nieco kłopotu. Przez nie również czuł się obco wśród swoich.
Kogucik chciał mieć przyjaciół, więc każdego dnia chodził po podwórku i ilekroć widział taką potrzebę, ogrzewał innych swoimi piórami. Ale niektórzy chcieli to wykorzystać. Inni się bali. Jeszcze inni zazdrościli. Mijały dni i ptak coraz częściej czuł się samotny i niepotrzebny. Odepchnięty.
Jednak pewnej nocy wygłodniała kuna chciała porwać pisklaki. z kurnika Kogut stanął w ich obronie i przegonił drapieżnika. Skoczył na kunę, zaczął trzepotać skrzydłami, a a nich leciały iskry, równie parzące, co najgorętsze płomienie. Kiedy spadły na nos przeciwnika, zwierzak pisnął i umknął. Wówczas pozostałe ptaki otoczyły koguta i zaczęły go wychwalać i dziękować mu. Pisklaki popiskiwały radośnie, że przy takim obrońcy niczego i nikogo się nie będą bać. W kurniku było bardzo gwarno tej nocy.
Księżyc obserwował to wszystko, a rano, tuż przed własnym spoczynkiem, opowiedział słońcu całą historię. Dodał też, że przebudził się ognisty wojownik. Słońce uśmiechnęło się w odpowiedzi. Już wcześniej  wiedziało, a teraz zdobyło pewność, że kogut ma w sobie siłę, by stawiać czoło niebezpieczeństwom i przeciwnościom losu. Będzie walczył zawsze i do końca o to, w co wierzy. I nawet jeśli zginie, to narodzi się nowy wojownik, bo świat potrzebuje ich wiary w zwycięstwo.
Każdy z nas może być takim ognistym kogutem. Wystarczy się tylko przebudzić…

Życzę Wam wiary w zwycięstwo. Zawsze.
Lady V.

P.S. W dzisiejszym poście wspominałam o “Małym Księciu”. Jeśli jeszcze nie masz go w swej domowej biblioteczce, to może czas to nadrobić? Możesz osobiście wyszukać książkę (koniecznie w tłumaczeniu Jana Szwykowskiego!), możesz też skorzystać z mojego wyboru. Wydań jest kilka. Ja wybrałam to z wydawnictwa Muza, ponieważ korzystają z odpowiednich akwerelek przy ilustrowaniu książki.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pyrkon 2018 - minęło, ale jak było?

Pyrkon 2018 - program już jest

Zew Zajdla 2017